Recenzja Blue Bayou: the Song is the Better

Kiedy Koreański imigrant staje w obliczu deportacji, to popycha jego rodzinę na skraj rozpaczy, prowadząc go do próby wszystkiego w jednej ostatecznej próbie.

Historie o trudach życia, recepta na sukces prawie cały czas; są tak blisko domu, tak bardzo, że pociąga nas ich Aura z takim romantyzmem, ich ujmujące cechy i wzruszające chwile rodzinne są czymś, czego wszyscy pragniemy. Nie tylko to, jest pewna niesamowita, ale magiczna jakość, która pochodzi z tłem południowego stanu, takiego jak Luizjana, a Blue Bayou wykorzystuje tę zubożałą lokalizację z magnetyzmem; chętny, starając się jak najlepiej wciągnąć cię, z różnym powodzeniem. Wykorzystanie imigrantów i trudności, jakie ci ludzie mają w znalezieniu pracy, jest czymś aktualnym na całym świecie, ale coś w tym tle z jego ścisłą społecznością i podstępnym rasizmem sprawia, że o wiele trudniej jest uczciwemu człowiekowi poczuć się akceptowanym-gdzie jest szkoda w łatwej egzystencji?

Nakręcony w celowo amatorskim stylu, z niebieskim odcieniem prowadzącym go przez cały czas, a także surowy, szorstki, niechlujny i zaniedbany, dał mi klimat projektu Florida podczas oglądania, ze względu na scenerię i relacje z córką – chociaż te dwa filmy są na zupełnie różnych poziomach jakości. Chociaż historia jest znacząca i naprawdę stara się mieć wpływ – co w pewnym sensie jest – grzęźnie w bardzo ostrym melodramacie, nieco przesadzonym i dramatycznym, co obezwładnia samą historię.

Sam film spotkał się z wieloma kontrowersjami, najwyraźniej wykorzystując historie (z jednym człowiekiem twierdzącym, że opiera się na jego życiu) bez zgody, mimo że Justin Chon twierdzi, że film jest nagromadzeniem wielu różnych historii, komu wierzyć? Kto wie, ale przemysł filmowy jest platformą dla takich historii, aby ujrzeć światło dzienne. Jestem pewien, że sprawy osobiste wokół tego nie są jeszcze pogrzebane.

W filmie Blue Bayou reżyser Justin Chon wcielił się w rolę Antonio Leblanca, koreańskiego adopcjonisty wychowanego w małym miasteczku na bagnach Luizjany. Antonio jest żonaty z Kathy (Alicia Vikander) i wychowuje swoją córkę Jessie (Sydney Kowalske). Próbując stworzyć niebiańskie życie dla swojej rodziny, musi wkrótce zmierzyć się ze swoim ponurym pochodzeniem, ponieważ grozi mu deportacja z jedynego kraju, który kiedykolwiek nazywał domem. Chon mówi, że oparł film na prawdziwych historiach, które usłyszał od koreańskich przyjaciół adopcyjnych, a także na badaniach, które ujawniły znacznie szerszy kryzys dla Azjatyckich amerykańskich adoptowanych w pewnym wieku. To dziwna sytuacja, że Ameryka zmusza do tych ludzi, to prawie tak, jakby kraj nie został zbudowany na sukces swoich imigrantów z całego świata, ale to na inny dzień.

Ważnym momentem dla filmu jest moment, w którym Vikander śpiewa piękne wykonanie tytułowej piosenki „Blue Bayou” Roya Orbisona – ale rozsławionej przez Lindę Ronstadt – zmienia nieco film, oferując nam przerwę od dramatu i nadając mu poczucie melancholii. Często takie momenty są zaśmiecane przez cały czas; wiele snów przypomina sekwencje, które są sporadyczne, nie do końca rozumiesz, co oznaczają, dopóki nie ujawni się więcej historii, a następnie ich przedstawienie staje się jasne – bardzo spokojne i bardzo potrzebne w innym wolnym filmie.

Myślę, że największym problemem w filmie jest to, jak niesamowicie dramatyczne to wszystko jest, zwłaszcza zakończenie (choć jestem pewien, że coś takiego byłoby złamaniem serca), a to jest potęgowane przez występy; trochę zbyt mocne, trochę zbyt emocjonalne i chociaż występ Sydney Kowalske jako Jessie był dojrzały, to było o wiele za dużo (trudno mi krytykować występ dziecka, ale tutaj jestem), to było uosobieniem wszystkiego, co próbuję powiedzieć.

Blue Bayou ogólnie to fajny mały film z pięknym przesłaniem, potężną projekcją prawdziwych wydarzeń (nawet jeśli nieco kontrowersyjnych), które z pewnością pociągną za kilka sznurków serca. Estetyka była przyjemna i wspomagała jej niepowtarzalny styl i surowość-niebieska nakładka dla blue bayou. Starała się skupić na potędze rodziny poprzez grube i cienkie, i rozumiecie to, ale zanurza się w swoim własnym temacie, że nie wchodzi w najwyższy poziom dramatów rodzinnych.

Recenzja Blue Bayou: the Song is the Better

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry