Recenzja Morbius: Lego Batman Movie

Przyznajmy, że fani filmów komiksowych w ostatnich latach byli bardziej rozpieszczeni niż drugoplanowy gracz Willy ’ ego Wonki. Z tymi wspaniałymi, bogato spreparowanymi epikami maskującymi się jako filmy o superbohaterach, takimi jak filmy” Avengers „i najnowsze filmy” Spider-Man „i” Batman”, wszystko, co nawet nieco mniej, będzie prawdopodobnie nosem.

Filmy Komiksowe przeszły długą drogę od lat 80. i 90., kiedy to cienko napisane, przeceniane kostiumy rządziły najwyższą Oczywiście, dziwny klejnot przeniknął przez system, jak wspaniały „Batman” Tima Burtona (1989) i wysoce niedoceniany „Cień” (1994), ale dla każdego z nich był „Stal (1997)”, „drut Barb (1996)”, „Sędzia Dredd (1995)” czy „Batman & Robin (1997)”.

Dopiero Marvel Studios podjęło wyzwanie, aby wycelować wyżej, a sub-gatunek stał się prawdziwą siłą, z którą należy się liczyć. Hacks everywhere westchnął, gdy Tom Rothman, Kevin Feige i Amy Pascal zażądali więcej.

Spodziewajcie się, że w ten weekend Legia zawiedzionych fanów kina wyjdzie z kin po tym, jak złapią najnowszą adaptację celuloidową „Morbius”. Ale znowu, tylko dlatego, że zaszliśmy tak daleko, odkąd Kaczor o imieniu Howard próbował się dogadać z humanoidalną Leą Thompson.

Choć osadzony w wielkoekranowym uniwersum Filmowym „Spider – Mana „-przypomina o tym kilka razy z kilkoma obuwniczymi kameozami i odniesieniami – trim, śmieszny i lekki” Morbius „Daniela Espinosy gra bardziej jak kawałek superbohatera z epoki Reagana i Busha (lub jeden z tych sequeli” kruka „lub” zagubionych chłopców”, które zostały wypchnięte w kierunku tysiąclecia) niż te perełki, które przyszły przed nim – wiele z nich pochodzi z tego samego studia, Sony.

Długie, zaskakujące i całkowicie wciągające „Spider-Man: No Way Home” – które Sony wypuściło pod koniec 2021 roku – – to nie jest. Jest to krótki (działa w zaledwie 1 godzinę 44 min), punchy, old school dobry facet vs. bad guy popcorn film, który używa się pakować je w Cinedome w sobotnie popołudnie w 1996 roku. Nie jest tak źle? Nie. A gdyby to zostało wydane mniej więcej w tym samym czasie, co jeden z komiksowych filmów w tym czasie, jak oryginalny „Blade” (1988) lub „Spawn” (1997), „Mobius” może być nawet uważany za atrakcję dla gatunku podrzędnego. Ale „Morbius” wydaje na piętach jedne z najlepszych filmów, jakie wydał podgatunek.

Na podstawie komiksu Marvela o tym samym imieniu,” Morbius ” opowiada historię biochemika, Michaela Morbiusa (Jared Leto), który od dawna szukał lekarstwa na swoją rzadką chorobę krwi. Natrafia na możliwe rozwiązanie w postaci nietoperzy, ale kiedy jego eksperyment się nie powiedzie, niechcący zaraża się formą wampiryzmu. Kiedy jego kumpel, równie chory Loxias Crown (Matt Smith), dowiaduje się o „fixie”, postanawia wziąć go dla siebie – mimo ostrzeżeń Morbiusa. Resztę możesz odgadnąć.

„Morbius” to film, który nie wydaje się być niczym więcej niż stylowym, pokrytym efektami specjalnymi filmem o wampirach, który zapewni Ci doskonałą rozrywkę podczas lotu czerwonych oczu. „Morbius” to wciągająca gra z udziałem Jareda Leto (bardziej w domu jako rocker-like vampire scientist niż w roli księcia zbrodni-klauna w komiksie „Suicide Squad”) i byłego „Doktora Who” Matta Smitha. Za każdym przewidywalnym i zaskakującym zwrotem w scenariuszu Burka Sharplessa i Matta Sazamy, w następnej strzykawce nadrabiane jest mocne tempo i sprytny projekt produkcji.

Tam, gdzie każdy element jest zawiedziony, jest przez samą Sony.

To, co tu mamy, to oczywiście film, który miał zbyt wielu kucharzy w swojej kuchni-co z zauważalnie niepewnym, nieostrym montażem i wahającymi się tonami, nie wspominając o nagłym zakończeniu, wszystko sugeruje, że lepszy film mógł istnieć nawet zanim film wszedł do postu.

Możliwe, że oryginalny krój Espinosy bardziej przypominał własną bestię, niż coś osadzonego w ciągłości filmów „Spider-Mana”, a w tej chwili, co z obsesją Marvela i DC, aby połączyć wszystkie swoje filmowe właściwości (zwłaszcza po sukcesie” No Way Home”), liczarki fasoli nie miały tego. Jest również możliwe, sądząc po momentach, które dość gwałtownie odcięły się od gore i przemocy, że mogło być nawet bardziej mile widziane, nieodpłatne cięcie w grze. Studio musiało bardziej zaufać filmowcowi w tej sprawie.

Comfort food, nie więcej, nie mniej, „Morbius” nie ma kęsa nowszych, bardziej ambitnych filmów komiksowych, ale nie jest to również „blunt Blade” prognozowane albo.

Recenzja Morbius: Lego Batman Movie

Dodaj komentarz

Przewiń do góry